Radio babci- CAREY BARAKA
Codziennie o czwartej, moja babcia słuchała radia, podczas gdy jej wrogowie
umierali tuż pod jej nosem, jeden po drugim. Głos z oddali, dobiegający z radia
podzielał jej radość, ogłaszając tych, którzy już odeszli z tego świata.
“Achieng Apisi, z wioski Midesa. Córka Wilbrosa Apisi i Ochieng’ Japiko. Kochająca żona, matka siódemki…”
Każdego dnia, scenariusz
był ten sam: śniadanie, prace domowe, lunch, prace domowe, ogłoszenia zgonów, prace
domowe, kolacja. Popołudniowe prace domowe sprawiały babci ogromną radość, gdyż
wiedziała, że potem będzie słuchać radia. Sprzątała w kuchni, czyściła kominek,
wymieniała serwetki w salonie i prasowała. Następnie, Punktualnie o czwartej, już
tam siedziała, przy odbiorniku, z zamkniętymi oczami i rozpromienioną twarzą.
Każdego dnia, sukcesywnie,
traciła swoich wrogów.
Anyango Nyanyuka, z Migori. Oliech Jamaranda, z Kajulu. Omondi Janeko, z Homa Bay. Apiyo Oliktiga, z Kanam.
Przez cały rok,
jej wrogowie ginęli.
Opiyo Japiko, z Kadem. Min Anyango i Wuon Anyango i Anyango we własnej
osobie, z Siaya. Apisi, Nyarkisumu.
Nie mówiła nam,
kim byli ci ludzie, ani dlaczego uważała ich za swoich wrogów. Zapytana o to, śmiała
się i pytała, czy zaczęłam już gotować ugali. Pytałam
więc dziadka, ale on zawsze milczał. Patrzył na mnie, następnie przed siebie,
na działki sąsiadów. Potem mówił mi, żebym poszła nastawić wodę na ugali.
Babcia, nawet,
gdy zaczęła tracić pamięć, siadała przy radiu. Przez te pierwsze dni procesu
zaniku pamięci u babci, mój dziadek cały czas był w pobliżu. Wieczorami,
przechodził po cichu do kuchni, a potem wracał do salonu. Nyako,
pytał moją babcię, to co z tą kolacją?
Babcia zaczęła
tracić poczucie czasu i nie można było jej ufać w niczym, ale wiedziała, kiedy
jest czwarta po południu.
Uśmiechała się
szyderczo do starszego człowieka. “Nie mów mi kim jestem. Dusisz mnie. Zrób
kolację.”
Mój dziadek,
czy umiał gotować? Na początku chodził do sklepu, kupował chleb i podgrzewał
herbatę z rana. Czasami robił ugali, ale ugali z jajkami można zjeść tylko określoną ilość razy, a
to był jedyny posiłek, jaki dziadek potrafił przyrządzić. Babcia nie ruszała
się z siedzenia. Tego dnia, moja mama, żałując staruszka, wysłała mnie na całe
wakacje do moich dziadków.
Ten grudzień
upływał pod znakiem deszczu i jeszcze więcej deszczu. Jego uderzenia o dach
były pierwszą rzeczą jaką można było usłyszeć o poranku. Drogi były całe w
błocie, trawa nasiąknięta wodą, liście robiły za prysznic, nawet kiedy z chmur
nie padał deszcz, a chmury zwiastowały raczej wypogodzenie niż deszcz. Babcia
zakładała swoją kitambę za każdym razem kiedy
wychodziła na dwór i wkładała swoją starą Nokię pod stanik.
Nie obchodziło
jej, że od tego telefonu mogła nabawić się raka piersi. Lista rzeczy, które jej
nie obchodziły, była spora: rak piersi, posiłki męża, codzienny prysznic, chodzenie
co tydzień po warzywa. Przestała się również przejmować pracami domowymi. Więc,
ja je robiłam. Gotowanie, sprzątanie, porządki, ścieranie kurzy, szorowanie
podłogi, układanie skarpetek parami, bieganie do sklepu po chleb i gazetę. Wszystkim
tym zajmowałam się ja.
Nie narzekałam.
Byłam na tyle głupia, że zrobiłam to z wyboru. Przygotowana na macierzyństwo,
małżeństwo oraz rolę opiekunki. Wychowana na kobietę z hymnem w sercu i z
modlitwą na ustach, kobietę z bolącymi łydkami i silnym sumieniem, której do
szczęścia wystarczyła filiżanka mocnej herbaty, kobieta, która, jak moja matka,
a przed nią babka, która obarczona ciężarem, robi krok do przodu i sugeruje:
“Sprawdź mnie”.
Czasami, kiedy
nie miałam nic do roboty, myślałam o swoich dziadkach. O tym, czy tak
wyobrażali sobie spędzić ostatnie lata swojego życia. W ich sypialni były dwa
łóżka, chociaż jedno z nich wyglądało tak schludnie, że zastanawiałam się, czy
ktokolwiek kiedyś na nim spał. Chciałam zapytać dziadka, gdzie spał, ale nie
byliśmy typem rodziny, która dzieli się między sobą takimi informacjami. Nie
należeliśmy do tych, którzy opowiadają sobie swoje historie.
Rozumiałam, że
moja matka nienawidziła swojej matki. Pamiętam moją babcię z czasów zanim
straciła pamięć i jej lawiny kąśliwych uwag. Kiedy moja mama była jeszcze
dziewczynką, sytuacja była jeszcze gorsza. Żelazko, jeszcze gorące po
prasowaniu, wymierzane w moją matkę w przypływie złości i furii. Trafne uwagi
dotyczące jej zmagań z nadwagą, aluzje do jej demoralizacji. Groźby, że
zostanie wyrzucona z domu. Kiedy babcia była chora, mama do niej nie przyszła.
Zamiast tego, wysłała mnie.
Na ścianach
domu moich dziadków były zdjęcia ich dzieci, całej ósemki, na pamiątkę
ukończenia nauki na uniwersytecie. Na zdjęciu mojej mamy—dziadkowie nosili
pasujące do siebie stroje w kolorze żółtym i czerwonym—wyglądała na nieco
oddaloną od aparatu i miała zmarszczone brwi. Na żadnym innym zdjęciu w tym
domu, dzieci moich dziadków nie wyglądały na szczęśliwe. Zamiast tego, zmarszczone
brwi, a u mamy nieco obniżone, a nozdrza rozszerzone z niepokoju. Patrząc na te
zdjęcia, zastanawiałam się, dlaczego żaden z moich wujków i cioć nie zadzwonił
do swojej matki, żeby zapytać o zdrowie. Jednak, można było to wywnioskować ze
zdjęć.
Czy moi dziadkowie
kochali swoje dzieci? Czy kochali siebie nawzajem? A jeśli tak, to jak tę
miłość okazywali? Jak dziadek kochał tę kobietę, która każdego dnia pamiętała
go coraz mniej? Jak babcia mogła kochać człowieka, który, według jej
przyćmionego umysłu, był dla niej obcy?
Tego grudnia,
było nas troje: ja, moja babcia i mój dziadek.
Wtedy zmarł mój
dziadek, gdy tylko zaczęła się odwilż. Grudzień powoli przechodził w Nowy Rok.
Jego słabe serce odmawiało już posłuszeństwa, tak jak się obawiano od lat. I
została tylko babcia i ja, jej naiwna służąca.
Wpadli jego znajomi,
z których część została i jej znajomymi, jak to bywa w małżeństwie. Usiedli
przy wdowie w żałobie. Wzięli ją za ręce, zrobili jej coś do jedzenia, a
następnie wyszli na ganek i usiedli, żeby zapalić. Niewiele mówili. Pomyślałam
sobie, że dziadkowi by się to podobało, ta cisza, i śmiałam się, siedząc
samotnie w kuchni.
Przez ten
tydzień, jego znajomi zostali w wolnych pokojach, które na próżno czekały na
wizytę moich wujków i cioć i mamy. Siedzieli najczęściej w ciszy, a potem
musieli wracać do swojej codzienności. I skończyło się na tym, że w domu
została moja babcia, ja i grupka jej znajomych, ci, którzy zostali z miłości, a
także przez fakt, że w wieku emerytalnym nie mieli zbyt wiele do roboty.
Każdego dnia
tego tygodnia, o czwartej, siedzieliśmy przy radiu. Gdy padło imię mojego
dziadka, jego dzieci, wnuków i prawnuków, moja babcia wstawała, wyciągała
wtyczkę z gniazdka i chowała radio z powrotem do pudełka. Krzątała się po
kuchni, znalazła i wzięła zapałki i podpaliła pudełko.
Byłam w szoku.
Jej znajomi
mówili wszyscy jednocześnie. Mówili, każdy innymi słowami, że to głupie, ale w
końcu to była miłość.
Jej znajomi,
byli z nami przez cały czas. Ajeni z Mawego, która codziennie rano przyjeżdżała do nas na taksówce
motocyklowej. Truphena, emerytowana pielęgniarka, do
naszego domu szła, przechodząc przez ulicę. Min Achupa,
moja ulubiona z nich wszystkich, ponieważ zwracała się do mnie, gdy tylko
babcia zapomniała, gdzie jest. Oczy jej błyszczały, gdy mówiła mi, że było tak
także wtedy, gdy moja babcia nie była jeszcze babcią, ani mamą. Bywało, że nie
wiedziała, w czyim łóżku się obudziła.
Czasami Min Achupa przychodziła z mężem. Był to wysoki, dobrze
zbudowany mężczyzna o niskim, kojącym głosie niczym baryton. Sześćdziesiąt lat
małżeństwa, a on wciąż był przy niej, kiedy tylko chciała. On chodził z moim
dziadkiem do jednej klasy w podstawówce, lata temu, w szkole kolonialnej.
Był już
styczeń, potem luty, jego przyjaciel odszedł, a on był tu nadal, I miał tę samą
miłą twarz.
Ale moja babcia
nie pamiętała go. Co kilka minut zwracała się do niego słowami: „Mówiłeś, że
skąd jesteś?”
“Kasipul,” odpowiadał. “Jestem z Kasipul.”
Moja babcia ze
zdziwienia marszczyła brwi, jakby chciała przypomnieć sobie to zatarte
wspomnienie. „Czy to tam został zabity ten polityk… jak on się nazywał, Odidi?”
“Owidi,” odpowiadał pan Achupa.
“Tak, to my. Tak się składa, że Owidi i ja
pochodziliśmy z tej samej wioski. Niedaleko szkoły podstawowej Wire”.
Babcia się
uśmiechała. “A, tak, już pamiętam. Zmarł o czwartej po południu. Siedziałam
tam, gdzie ty teraz siedzisz”.
Następnie
zwracała się do mnie. “Nyathino, gdzie moje radio?
Już prawie czwarta”.
Wuon Achupa zdawał się mieć świadomość, jak ważne
było dla niej to radio i cierpliwie odpowiadał na jej pytania. A ja
zastanawiałam się, jak ona to robiła, że zawsze pamiętała o tym radiu, nawet,
gdy coś ją rozpraszało.
Każdego dnia
Min i Wuon Achupa przychodzili
i codziennie to samo pytanie. Czasami babcia pytała mnie. „Nyatino,
ten chłopiec, mówiłaś, że skąd on jest?”
Kasipul, odpowiadałam. Babcia potakiwała i pytała, czy widziałam jej radio.
Mijały
tygodnie. Babcia zapominała coraz więcej. Czasami, nawet nie pamiętała, kim
jestem ani jak się u niej znalazłam. Na mój widok zaczynała krzyczeć.
Cały czas było
zimno, ale czasami wychodziło słońce, które dawało choć trochę nadziei—chmury
bielały i były coraz rzadsze, wpuszczając promienie słoneczne, lecz nie
zamierzały wypuszczać słońca całkowicie, a przejaśnienia znikały najczęściej
przed kolacją.
Choroba babci
trwała nadal. Stała się coraz bardziej nieprzewidywalna. Miała wybuchy płaczu,
od czasu do czasu niekontrolowane drgawki. Następny etap to ataki furii, kiedy
chodziła po domu i uderzała się po rękach. Nauczyłam się trzymać z dala podczas
tych ataków. Pewnego razu, gdy byłam tak zszokowana jej zachowaniem, że bałam
się, że pomyli mnie z jednym ze swoich dzieci i zrobi mi krzywdę, Min Achupa poszła za mną, gdy wyszłam z domu.
Usiadłyśmy na
zewnątrz, na ganku, w ciszy, obserwując liście kołyszące się na wietrze,
kurczaki grzebiące w kompoście, matki krzyczące na swoje dzieci, że czas na
kąpiel.
Min Achupa wyciągnęła z biustonosza papierosa. Zapaliła i zaciągnęła
się mocno. Popatrzyła na mnie. Słuchaj, dziecko, powiedziała.
Słuchałam.
Moja babcia
jako pierwsza z całej dzielnicy dostała się na uniwersytet. Druga była Min Achupa. Wtedy nie nazywała się Min Achupa;
Nie było żadnej Achupy. Nazywała się Grace. Moja
babcia—Alice. Grace i Alice, zgrana para, tak jak chłopcy, z którymi się
umawiały.
To były lata
siedemdziesiąte. Nie było grzecznych dziewczynek. Na uczelni, trzymały się z
dala od dziewczyn, które przychodziły na zajęcia i angażowały się w studencką
politykę. Poznały natomiast Nairobi. Poznały disco, krykiet w soboty na Parkroad Estate, gdzie spotykały
się z Azjatami, a w nocy tańcowały z Afrykanami, których poznały na stacji
kolejowej. Rozmowy o tym, która brała pigułki, a która nie. Min Achupa uśmiechała się na to wspomnienie. Zaraz potem,
jednak, zmarszyła brwi. To dość przygnębiający fakt z
życia studentek mojego pokolenia, powiedziała. Poproś o pieniądze na aborcję, a
wszystko ci powiedzą. A jeśli nie wiedzą, to dlatego, że chcą wymazać to
wspomnienie z pamięci. Możesz być pewna, że kiedyś wiedzieli.
Grace i Alice
często wychodziły, jeżdżąc po mieście autobusami KBS, poznając drogę Ngong, Ngarę, Kariokor.
Pewnego razu znalazły się w Karen, wyróżniając się wśród bieli i drzew.
Czasami, gdy miały taką zachciankę, wsiadały w autobus i jechały poza miasto,
dojeżdżając do Nyeri, Eldoret,
czy Meru. Ale po chwili takie wypady okazywały się stratą czasu i pieniędzy. Tak
właśnie postępowali ludzie, zanim zrozumieli realia życia.
Zapytałam panią
Achupę o wrogów babci. Zapytałam o to radio, którego
zawsze słuchała o czwartej. O co w tym chodziło? Zaśmiała się. „To byli jej
rywale”, powiedziała Min Achupa. Opowiedziała mi tę
historię. Dziadek miał kiedyś kochankę. To niebyło nic wielkiego—wszyscy ważni
mężczyźni w rządzie mieli kochanki, a dziadek chciał być kimś ważnym. Alice zaczęła
się z nim droczyć, gdy się dowiedziała. Potem ona umarła, ta kochanka, a kiedy
babcia usłyszała jej imię w radiu, powiedziała, że odeszła jej rywalka. Więc
zaczęła częściej słuchać radia. Jej rywali przybywało co kilka miesięcy. Na
początku było jasne dla Alice, że to tylko żarty, bezsensowna paplanina. Te
wszystkie imiona, to byli tylko wymyśleni wrogowie, ale jej radość z ich
śmierci była instynktowna i prawdziwa. Mijały lata, a jej znajomi byli coraz
mniej pewni, czy Alice była świadoma, że nekrologi, z których tak się cieszyła,
dotyczyły osób, których nie znała ani ona, ani dziadek. A teraz, kiedy już nie
jest w stanie myśleć racjonalnie, obrazy z przeszłości się rozmyły, a jej mąż,
jej ostatni rywal, już nie żył.
Min Achupa milczała. Spojrzałam na nią. Chciałam zapytać, ale
czy one nie były razem szczęśliwe? Czy nie było warto? Ale nie zapytałam.
Zamiast tego, wokół nas zapanowała cisza, zrobiło się zimniej. W środku,
słyszałam wołanie babci.
„Nyathino”, krzyczała. „Gdzie moje radio?”
Nie miałam
pojęcia, skąd kobieta w jej wieku mogła mieć takie wyczucie czasu.
Jednak, bywały
momenty, w których byłą sobą. Ale tylko w towarzystwie swojej ekipy: Min Achupa, Truphena, Ajeni. Pamiętała, że była zabawna.
Jak nazywa się
mężczyzna, który stracił dziewięćdziesiąt procent swojej inteligencji?
Rozwiedziony.
Jakie są wymiary
idealnego męża? 82-20-45. 82 lata, 20 milionów na koncie i 45 stopni gorączki.
Dlaczego
mężczyźni są jak podkładki na stół? Bo pojawiają się tylko wtedy, gdy jest
jedzenie na stole.
Lubiła
opowiadać sprośne żarty.
Jak nazywa się
bezużyteczna część skóry, na końcu członka? Mężczyzna.
Ilu mężczyzn
potrzeba, do wkręcenia żarówki? Wystarczy jeden—mogą wkręcić dosłownie
wszystko.
Po co zajmować
się domem? Jeszcze żaden facet nie kochał się z kobietą tylko dlatego, że dom
jest idealnie czysty.
Opowiadała też
inne dowcipy.
Skąd wiadomo,
kiedy twój facet się starzeje? Kiedy zaczyna mieć suche sny i mokre bąki.
Dlaczego
mężczyźni są jak twoja młodość? Bo zawsze cię opuszczają.
*
Swojego
ostatniego poranka, babcia mnie obudziła. Krzyczała. Zajęło mi chwilę, żeby
pojąć, co mówiła. „Moje radio, gdzie ono jest?”
Miała
zaczerwienione oczy, a z ust leciała piana.
„Moje radio,
gdzie je postawiłaś?”
Wstałam z łóżka
i pośpieszyłam do kuchni. Zrozumiała, że poszłam go poszukać.
„Moje radio,”
powiedziała. „Już prawie czas.”
Zaczęłyśmy go
szukać we dwie. Nasze palce przemierzały wszystkie zakamarki na kredensie. W
salonie, gdzie zaglądnęłyśmy pod krzesła, przez szafki, za książkami. W jej
sypialni, gdzie wszędzie był bałagan, jej ubrania były niepoukładane. Musiałam
to zrobić później. Otworzyłyśmy walizki, wyciągnęłyśmy całą zawartość, ale nie
znalazłyśmy radia. To był znak mojej miłości. Sprawdziłam szuflady. Jedna
szuflada—należąca do dziadka—była zamknięta, a ja zastanawiałam się, gdzie
znalazła klucz, jakie tajemnice dziadek skrywał w tej szufladzie, i czy, po jej
śmierci, odkryjemy ich sekrety, historię ich miłości. Niektórzy mają swoje
historie miłosne, o których nie wie nikt poza parą samych zainteresowanych.
Świat nigdy nie poznaje ich sekretów a kiedy umierają, zabierają swoją
tajemnicę do grobu. Zastanawiało mnie, czy taka właśnie była historia moich
dziadków.
Napisałam do
pani Achupy, co się stało. O siódmej była już w
drzwiach. Wystarczyło, że rzuciła okiem, i już wiedziała, co robić.
„Tu jest trochę
pieniędzy,” powiedziała, machając kilkoma banknotami. „Idź kupić radio.”
Wyszłam. Gdy
wróciłam, we dwie siedziały na ganku, między nimi stał dzbanek owsianki, a ich
ceramiczne kubki były wyszczerbione. Babcia spojrzała na mnie z uśmiechem.
Można było stwierdzić, że staruszka odzyskała pamięć. Przetrwałam sama,
powiedziała do pani Achupy, i obie wybuchły śmiechem.
Babcia zmarła
przed południem, nie zdążywszy nacieszyć się nowym radiem.
*
Została
pochowana pewnego ciepłego wieczoru. Chmury były ciemne, przysłaniając lazurowe
niebo. W tle nie było żadnych cykad czy żab, czy ptaków; życie babci, do samego
końca, było życiem miejskim. Byli tam jej znajomi, ci którzy jeszcze żyli, i
jej rodzina. Zamieściliśmy ogłoszenia w gazecie i radiu. Alice Apondi, córka Oloo Apondiego i Eucabeth Apondi. Kochająca żona, matka, ciocia i prababcia. Była
wojowniczką. Uwielbiała KBC. Kiedyś wypaliła całego papierosa jednym
zaciągnięciem. Przeżyła sama.
Nadszedł czas
przemów pogrzebowych. Niektórzy z mężczyzn nie mieli nic do powiedzenia na
temat ich relacji z moją babcią, poza tym, kiedy i gdzie. Ale byli też ci
bardziej zorientowani, którzy wygłosili zwyczajne, ale wyćwiczone przemowy, w
których mówili, że życie w rzeczywistości jest jak wyboista droga, ale
niepowodzenia wskazały sposób na polepszenie spraw. Wyciągnęliśmy lekcje i nie
mieliśmy wątpliwości, że radość gościła u nas wieczorami, tak jak dla naszej
kochanej, nieodżałowanej Alice.
Moja mama, jako
jedyna ze swojego rodzeństwa, była obecna, ale nie przemówiła. Usiadła z tyłu,
zupełnie jakby była przypadkowym gościem, który pojawił się na spotkaniu i
postanowił usiąść wśród ludzi, ponieważ nie miała nic lepszego do roboty.
Dookoła niej zbierał się kurz i muchy, które coś do niej przyciągało. Ci, którzy
ją znali, witali ją skinięciem głową, a następnie usiąść do przodu.
Jako ostatnia
przemówiła Min Achupa. Wspominała o uczelni. Mówiła o
pianinie babci, jej maszynie do szycia, o starannie poukładanych serwetkach.
Mówiła o jej wypiekach, o jej uczniach. Jej radio, jej wrogowie. Wspominała, co
mówiła jej Alice, gdy sytuacja stawała się napięta, gdy życie dawało w kość,
kiedy ona, Grace, chciała ściąć włosy i zacząć od nowa. „Zawsze pamiętaj,”
mawiała Alice, „Jesteś tylko kobietą, która krzyczy.”